Please enable JS

Zespół impostora, czyli o poczuciu intelektualnej fałszywości

25 lutego 2020 / /Asertywność/Budowanie pewności siebie/Moje Inspiracje/Rozwój osobisty

Dziś wpadł w moje ręce bardzo ciekawy artykuł o zespole impostora, którego autorkami są Monika Filarowska i Katarzyna Schier (źródło Psychoterapia 2 (185) 2018, str. 35-45). Jest to podobno mało znane w Polsce zagadnienie i dotyczy osób, które krótką mówiąc, doświadczają rozbieżności pomiędzy tym, jak sami oceniają swoje osiągnięcia a jak widzą to inni – ich otoczenie. Zainteresowałam się tym tematem, bo syndrom impostera wydaje się silnie korelować z niską samooceną, perfekcjonizmem, a tą problematyką zajmuję się jako coach specjalizujący się w budowie większej pewności siebie, poprawie samooceny oraz w zwiększaniu poczucia własnej wartości. 

Kim jest impostor?

Impostor to w wolnym tłumaczeniu „oszust”, „hochsztapler”, czyli ktoś kto podaje się za kogoś, kim nie jest i oszukuje innych, często na „na wielką skalę”. To pojęcie do literatury psychologicznej wprowadziły amerykańskie badaczki i psychoterapeutki – Pauline Clance i Suzanne Imes na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. W wyniku swoich badań i obserwacji dobrze sytuowanych kobiet stwierdziły one, że można wyróżnić spośród nich znaczną grupę, która mimo licznych sukcesów, obawia się bycia zdemaskowaną jako niekompetentną i intelektualnie wybrakowaną. Współwystępuje to z poczuciem, że są one pewnego rodzaju „oszustkami”, których sukces jest dziełem przypadku lub pomyłki, a pozytywny obraz i informacje zwrotne płynące od innych są przesadzone i niezasłużone. Jakkolwiek obserwacje badaczek ograniczały się do grupy kobiet, współcześnie wiemy, że zespół ten w równym stopniu dotyka kobiet i mężczyzn, ma jednak w obu grupach nieco inny przebieg. 

Osoby cierpiące na tzw. zespół impostera przeżywają swoje życie w ciągłym lęku i poczuciu zagrożenia, że otoczenie odkryje ich rzekomy brak kompetencji. I nie ma kompletnie znaczenia, że na ich ścianie w gabinecie wiszą liczne dyplomy, a na półce stoją inne dowody uznania. Choćby szef właśnie nagrodził twoją pracę premią, albo nie daj Boże awansem, choćbyś odbierała/odbierał nagrodę Nobla, choćby nie wiem co się działo, ty i tak uważasz, że nie jesteś wystarczająco dobry lub, że „dobrze wyglądasz tylko na papierze”, że tak naprawdę, to inni się jeszcze na Tobie do końca nie poznali i umierasz ze strachu, że wyjdzie na jaw, że tak na prawdę to nic nie umiesz.

Jeśli umniejszasz własne osiągnięcia, bo przypisujesz je czynnikom zewnętrznym, takim jak szczęście, przypadek lub znajomości, a nie własnym umiejętnościom i nie umiesz przyjmować zasłużonych pochwał, to prawdopodobnie cierpisz na zespół impostora. Syndrom Impostora dotyka także ludzi, którzy porzucają swoje marzenia zawodowe z powodu lęku przed porażką. Bardzo często takie osoby, gdy tylko nie są najlepsze, czują się nic nie warte. Stawiają sobie wysokie wymagania, dużo wyższe niż inni na podobnych stanowiskach, oczekują od siebie najlepszych rezultatów. Jeśli orientują się, że „nie zawsze są w stanie zajmować najwyższe miejsce na podium”, „inni są lepsi, mądrzejsi, bogatsi itp.”, często rezygnują z dalszych działań. Nie trzeba chyba mówić, że z reguły krytycznie odnoszą się do własnych umiejętności. Mają tendencję to obniżania własnych  standardów w celu uniknięcia porażki, a także do zachowań prokrastynacyjnych (zwlekania). Reasumując, syndrom ten oznacza życie w poczuciu, że nie zasługuje się na sukcesy, które się osiąga.

Zespół impostora a perfekcjonizm

Wyniki badań Clance i Imes wykazały silny związek między tym zespołem a nasileniem objawów depresyjnych, lękowych oraz ogólnie odczuwanym cierpieniem psychicznym. Stwierdzono również wysoką, dodatnią korelację między syndromem impostora a neurotyzmem, ujemną korelację między SI a ekstrawertyzmem oraz wysoki, dodatni związek z perfekcjonizmem. 

Clance zobrazowała cykl impostora m.in. na przykładzie uznanej artystki – Beverly, której prace cieszyły się dużym zainteresowaniem kolekcjonerów. Przed każdą kolejną wystawą pojawiały się u niej obawy, że jej dzieła zostaną wyśmiane przez krytyków albo przynajmniej zostanie zwrócona uwaga na ich niedociągnięcia. Beverly wierzyła, że odbiorcy docenią jej prace i zrozumieją ich przesłanie dopiero, kiedy będą one perfekcyjne. Pracowała więc bez wytchnienia, praktycznie nie śpiąc i nie jedząc, a mimo to wciąż była niezadowolona z rezultatów, a jej strach narastał. Za każdym razem była gotowa odwołać wystawę, od czego odwodzili ją jej bliscy i współpracownicy. Wszystkie wystawy Beverly były ogromnymi sukcesami, ale ani komplementy ze strony krytyków, ani liczba sprzedanych dzieł nie były w stanie przekonać artystki, że jej twórczość jest wartościowa. Osoby z zespołem impostora oczekują także od siebie wykonywania wszelkich zadań i obowiązków bez wysiłku i bezbłędnie. 

Zespół impostora a samoocena

Badacze nie są zgodni co do istoty związku pomiędzy syndromem impostora a samooceną. Autorki koncepcji zespołu impostora stwierdziły, że diagnoza tego syndromu nie wiąże się automatycznie z niską samooceną, wiele badań ujawnia jednak połączenie między tymi zmiennymi. Chodzi głównie o uzależnianie poczucia własnej wartości od opinii innych oraz negatywne przekonanie na swój temat. Okazało się, że występuje negatywna korelacja między syndromem impostora a samooceną specyficzną – dotyczącą własnych osiągnięć w kontekście relacji z innymi. Pojawia się zatem pewien paradoks, że osoby z zespołem impostora mogą globalnie mieć o sobie dobre zadnie i być z siebie zadowolone, ale wątpić w swoje umiejętności i przygotowanie w kontekście osiągnięć. Co ciekawe, w zespole impostora dominuje poczucie wewnętrznej fałszywości, które nie musi w ogóle występować w przypadku niskiej samooceny. 

Zespół impostora a percepcja własnej inteligencji i zdolności

Najlepiej ten związek widać na przykładzie Paula, opisanego przez Clance. Paul od dziecka był uzdolniony manualnie, a jego rodzice lubili od czasu do czasu chwalić się przed znajomymi, że nie ma takiej rzeczy, której Paul nie byłby w stanie naprawić. Z racji tego, że większość napraw przychodziła Paulowi z łatwością, podzielał on przekonanie swoich rodziców o własnych, wyjątkowych zdolnościach. Pierwszego rozczarowania doświadczył w szkole, kiedy okazało się, że zajęcia z matematyki sprawiają mu trudność. Paul poważnie zwątpił w siebie i porzucił marzenie o studiach na politechnice. Pomimo, że otrzymał najwyższą ocenę w klasie z matematyki i był najlepszy z przedmiotów ścisłych w college, to po zakończeniu szkoły nie podjął studiów, lecz założył swój zakład samochodowy. Zależało mu wprawdzie, żeby zostać inżynierem, ale nie potrafił znieść myśli, że może nie być najlepszy, a nauka będzie wymagała od niego wysiłku.

Wygląda więc na to, że osoby cierpiące na zespół impostora mają zniekształcone wyobrażenie znaczenia inteligencji. Są przekonane, że inteligentne jednostki nie muszą pracować ciężko, żeby osiągnąć sukces. Mało tego, rozwiązując zadanie z łatwością, uznają, że było ono zbyt proste. Natomiast, jeśli muszą włożyć dużo wysiłku w jego wykonanie, przyjmują, że nie są wystarczająco inteligentne i zdolne. To sprawia, że te osoby same utrudniają sobie rozwinięcie własnego potencjału. Osoby z zespołem impostora postrzegają inteligencję jako coś stałego i niezmiennego, ich motywacją do  osiągnięć jest potrzeba bycia postrzeganym przez innych jako osoby kompetentnej i mądrej. Jednocześnie cały czas towarzyszy im jednak niepewność, czy wrażenie, które robią na innych, jest wystarczająco dobre. Jasne jest więc, że osoby cierpiące z powodu zespołu impostora oceniają własne umiejętności krytycznie. 

Z czego się bierze zespół impostora?

Brak wiary we własne kompetencje i możliwości, jak łatwo się domyślić, bierze się z dzieciństwa, a dokładnie z naszej relacji z najbliższymi Opiekunami. To w dzieciństwie, zdobywamy wiedzę i przekonania na temat siebie, swoich umiejętności i  inteligencji społecznej. Rodzice przekazują nam swoje wartości oraz wizję świata, czyli jasną instrukcję, jak dziecko ma się zachowywać i jakie ma się stać.

Badania Clance i Imes wykazały, że osoby doświadczające zespołu impostora wykazują silną tendencję do zadowalania innych. Nierzadko przyjmują rolę „bohaterów rodziny”, dostarczając swoim bliskim powodów do dumy i zwiększając ich poczucie własnej wartości (!). Już jako dzieci biorą na siebie liczne obowiązki i świetnie sobie z nimi radzą. Niepostrzeżenie stają się „dorosłymi dziećmi” – dzielnymi, opanowanymi, pełnymi poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych.  

Inną przyczyną powstawania zespołu impostora jest lękowy styl przywiązania w rodzinie (badania Gibson-Beverly i Schwartza). Jeśli rodzice odpowiadali na potrzeby dziecka w sposób niewystarczający, niespójny lub byli wrodzy, to mógł rozwinąć się u dziecka pozabezpieczny, lękowy styl przywiązania, który charakteryzuje się silną obawą przed odrzuceniem, ambiwalencją uczuć i tendencją do skupiania się na własnych deficytach. Nierzadko skutkuje to negatywną samooceną i/ lub rzutowaniem negatywnych uczuć na innych ludzi później w dorosłym już życiu. Osoby cierpiące z powodu syndromu impostora wykazują się silną potrzebą uznania, a także silny lęk przed odrzuceniem. Często takie osoby poszukują pozytywnego wsparcia od innych ludzi, aby zrekompensować sobie niskie poczucie własnej wartości.  

Znani "oszuści"

Choć nie jest łatwo przyznać się do słabości, to na ten krok zdecydowało się kilka tzw. znanych nazwisk. Podobno z syndromem oszusta musi borykać się m.in. aktor Tom Hanks, dyrektor wykonawcza Facebooka Sheryl Sandberg (znalazła się w rankingu najbardziej wpływowych kobiet w biznesie), czy scenarzysta Chuck Lorre, który w swoim dorobku ma takie seriale jak „Teoria wielkiego podrywu” i „Dwóch i pół”.

Wiele źródeł do tego grona zalicza także Alberta Einsteina, który podobno u schyłku życia mówił swojemu przyjacielowi, że czuje się oszustem. Uważał, że ludzie przeceniają jego naukowe osiągnięcia.

Czy zespół impostora może mieć pozytywne strony?

Wróćmy do badania opisującego zespół impostora, które przedstawiłam na samym początku. Przebadane kobiety wpadły w swego rodzaju błędne koło. Im bardziej czuły, że kogoś oszukują, tym mocniej przykładały się do pracy. Dzięki temu odnosiły kolejne sukcesy i awansowały. Na wyższym stanowisku znów czuły się jak nieadekwatne osoby na niewłaściwym miejscu. Dlatego pracowały jeszcze ciężej, by udowodnić światu i sobie, że jest inaczej. Wydawać by się więc mogło, że ostatecznie cierpiąc na syndrom impostora wychodzimy na plus,  że pcha on nas do przodu.

Faktem jest, że syndrom oszusta często dotyka osoby, które na pierwszy rzut oka są zawodowo bardzo spełnione, wiele osiągnęły. Przyglądając się im, nie zdajemy sobie jednak sprawy, co leży u podłoża tychże osiągnięć, z jakiej motywacji dana osoba robi kolejną specjalizację, czy pisze kolejną książkę. A często jest tak, że te osoby napędzane są przez kompleksy i niskie poczucie własnej wartości. Mają takie poczucie, że muszą zapracować, zasłużyć na sukces, na pochwałę, na akceptację, na danie sobie prawa do radości, do dumy z siebie.

Według mnie, jest to bardzo smutny scenariusz. Pracujemy ponad miarę, a jeżeli robimy to z poczucia jakiegoś braku w sobie czy bycia „nie dość dobrym” to mamy też kłopot z odmawianiem, stawianiem granic, asertywnością. Eksploatujemy się, zaniedbujemy inne, często również ważne dla nas sfery, często jesteśmy w permanentnym poczuciu winy i czujemy się nienasyceni. Realizujemy kolejny cel za celem i nie widzimy końca …
Nie czujemy też nigdy spełnienia czy satysfakcji. Jeśli się pojawiają, to na krótko. Jest to trudne, bo syndrom oszusta dotyczy osób, które zawsze będą uważały, że robią za mało i wiedzą za mało, a na pewno niewystarczająco na tyle, by móc pozwolić sobie na radość, spokój i poczucie satysfakcji.

Jak poradzić sobie z zespołem impostora?

Aby poradzić sobie z syndromem impostora przede wszystkim trzeba uświadomić sobie problem lub też skontaktować się ze swoim cierpieniem, nawet jeśli nie znamy jego źródła. Wtedy możemy skorzystać z psychoterapii lub coachingu.

Z pomocą specjalisty możemy spróbować oddzielić się od wewnętrznego obrazu opiekunów, dokonać separacji od ich  potrzeb, wartości i przekonań. Chodzi o oddzielenie tego, co jest moje, a co nie moje. To jest pewien proces odklejania tego, co nam rodzice, religia, szkoła, kultura przykleili, a co nie jest do końca nasze. Dochodzenie do własnych, prawdziwych potrzeb i wartości, co dla mnie ważne. Druga kwestia to zbudowanie w sobie obrazu drugiej osoby w umyśle i prawidłowej relacji emocjonalnej z tym nowym obiektem.

Podczas procesu coachingowego z kartami LockLuck budujemy w sobie obraz Sprzymierzeńca, osoby, która może nas wspierać w naszym życiu. To jest taki głos w naszej głowie, który sprawia, że dostajemy wiartu w żagle, który pozwala nam góry przenosić, który daje nam mega energię i poczucie szczęścia. Każdy z nas ma w sobie taką osobę, ale bardzo często jej nie słyszy, gdyż jego głos, głos Sprzymierzeńca jest bardzo często zagłuszany przez głos Krytyka wewnętrznego. Dlatego podczas pracy nad poprawą samooceny, najpierw pracujemy z głosem krytycznym, a dopiero później „odkrywamy” w sobie głos przyjacielski – głos Sprzymierzeńca. To wspaniały proces i bardzo głęboki. Jeśli ktoś jest gotowy, aby tak ze sobą pracować i chciałby, żebym mu w tej drodze towarzyszyła, to zapraszam do kontaktu e-mailowego lub telefonicznego. 

Podał Ci się wpis? Podaj dalej, skomentuj lub polub moją stronę na FB: Coaching samooceny z grą LockLuck.

Zapraszam Cię także do przyłączenia się do mojej grupy – Doradztwo filozoficzne, psychologia i coaching.



O blogu i o mnie

Cześć!

Nazywam się Justyna. W moim życiu mam dwie pasje:💗coaching i malarstwo. Uwielbiam pracować z klientami coachingowo nad poprawą ich samooceny i brakiem pewności siebie oraz pomagać im odkrywać swoje potrzeby, wartości, pasje. Lubię wspierać ich 💪 w kreowaniu wizji swojego biznesu, a następnie doradzać w kwestiach strategii i marketingu.

Na moim blogu dużo piszę o tym, skąd się bierze niska samoocena oraz brak pewności siebie, jak możemy poprawić naszą samoocenę i zwiększyć pewność siebie, wzmocnić poczucie własnej wartości. Przedstawiam liczne ćwiczenia na budowanie pewności siebie i asertywność. Rekomenduję zmianę siebie poprzez coaching (swojego myślenia, nawyków), by wieść życie w zgodzie ze sobą, być bardziej spełnionym i przez to także bardziej szczęśliwym człowiekiem.

Zapraszam Cię zatem do tego mojego świata, rozgość się proszę w nim, mam nadzieję, że znajdziesz tutaj to, czego szukasz…

Zapisz się na mój bezpłatny Newsletter
i odbierz kilka ćwiczeń pomagających
budować pewność siebie!